JAK NIE UMRZEĆ PRZEDWCZEŚNIE – recenzja bestsellera doktora Gregera

recenzja

Kiedy znalazłem się w połowie książki mojego, nie ma co ukrywać, ulubionego lekarza, doktora Gregera, zacząłem się zastanawiać, do jakiego rodzaju osób chciał dotrzeć z zawartymi w niej informacjami, a jakie osoby w rzeczywistości sięgną i przebrną przez tę pozycję. Słowa przebrną nie użyłem tutaj przypadkowo, choć może trochę na wyrost, ale z mojej perspektywy nie jest to super łatwa lektura, którą można pochłonąć w kilka długich wieczorów. Jeśli mieliście okazję czytać Nowoczesne Zasady Odżywiania (The China Study) autorstwa prof. T. C. Campbella, i przypadła wam ona do gustu, to na Jak nie umrzeć przedwcześnie dr. Gregera i Gene Stone na pewno się nie zawiedziecie.

Przeciętna osoba przyzwyczajona lżejszych pozycji takich autorów, jak  doktor McDougall (Zdrowie bez recepty), doktor Ornish (Spektrum), doktor Esselstyn (Chroń i lecz swoje serce) czy doktor Barnard (Pokonaj cukrzycę z doktorem Barnardem), może się nieco zniechęcić natłokiem informacji. Co prawda dr Greger unika naukowego żargonu, jednak w sytuacji, kiedy treść oparta jest na badaniach, musi być precyzyjna, metodyczna i nie pozostawiać miejsca na pytania. Stąd też jest dużo liczb, procentów, wyjaśnień mechanizmów zachodzących w ludzkim organizmie itd. Ja czytając tą książkę czułem się trochę jak dziecko, które dostało idealny prezent pod choinkę, gdyż uwielbiam takie pozycje. Nie ma miejsca na interpretacje czy domysły co autor miał dokładnie na myśli. Do tego dochodzi możliwość sięgnięcia do źródeł, których spis zajmuje, uwaga, 200 z 600 stron całej książki! Dzięki temu mamy świadomość, że podane liczby czy stwierdzenia nie są szacunkami, domniemaniami czy teoriami autora, ale bezwzględnymi danymi, które zostały uzyskane na podstawie badań. Przy znajomości angielskiego możemy też sprawdzić, czy przypadkiem nie jesteśmy robieni w konia i sprawdzić cytowane źródło, jego rzetelność itd. Dla mnie bomba!

Jednak ja mam dość ścisły, matematyczny i analityczny umysł plus takie informacje strasznie mnie interesują. Mimo wszystko, książkę czytałem po małym kawałku, gdyż nawet dla mnie ilość informacji wymuszała danie sobie czasu na ich przetrawienie. Mam nadzieję, że to nie zniechęci osób, które sięgną po tę książkę, gdyż zawarte w niej informacje są niezwykle ważne i pozwalające na tytułowe uniknięcie przedwczesnej śmierci. Do tego precyzyjny i obiektywny sposób podania informacji sprawia, iż bardzo łatwo jest je przekuć w działanie.

I tak w pierwszej części książki dr Greger wyjaśnia, jak uniknąć śmierci “z rąk” piętnastu największych zabójców Amerykanów, co oczywiście w przybliżeniu koreluje z tym, jak wyglądają przyczyny śmierci zarówno w Polsce jak i każdym innych, rozwiniętym lub, jak kto woli, “zachodnim” kraju. Poza oczywistymi dla mnie i dla większości moich czytelników przyczynami takich chorób jak choroby serca, cukrzyca czy nowotwory, można znaleźć tam wiele ciekawych informacji, o których nie miałem wcześniej pojęcia. I to jest kolejna rzecz, którą lubię w tej książce.

Wszystkie inne pozycje na temat diety roślinnej, które miałem okazję czytać do tej pory w zasadzie nie sprawiały, że dowiadywałem się czegoś całkowicie nowego czy zaskakującego. Były raczej takim potwierdzeniem tego, co wiem, swego rodzaju usystematyzowaniem posiadanej wiedzy. W przypadku tej książki od początku czułem, że będzie inaczej i się nie zawiodłem. Niejednokrotnie przyszło mi mówić sobie “wow”, “ciekawe”, “nie wierze”, kończąc na “ja pier***e!”. To ostatnie zdarzało się zarówno w pozytywnym jak i negatywnym tonie. Żeby nie być gołosłownym, kilka przykładów.

  • Opary ze smażenia i grillowania jako czynnik ryzyka dla raka płuc, czy niższego IQ i mniejszej wagi oraz objętości mózgu u dzieci, których matki w trakcie ciąży wdychały wspomniane opary. Nie bez znaczenia jest też to na jakim oleju smażymy i co smażymy. Na pewno nie zdziwi was fakt, że najgorszy wpływ ma smażenie mięsa i nie musi się ono odbywać u nas w domu. Wystarczy, że takie opary docierają do naszego mieszkania od sąsiadów czy z pobliskiej knajpy. – str. 36
  • Praca przy uboju kurcząt 5-krotnie większy czynnik ryzyka dla raka trzustki i wątroby niż palenie papierosów. Karma? – Str. 72
  • Kawa w wielu przypadkach korzystna dla zdrowia nawet w takich ilościach jak 4 czy 6 filiżanek dziennie. – str. 152
  • Opieka zdrowotna zajmuje trzecie miejsce na liście najczęstszych przyczyn śmierci. O tym słyszałem już co prawda wcześniej, jednak nigdy nie zetknąłem się ze źródłem takich stwierdzeń. Aż do teraz. – str. 239
  • Witamina C w formie syntetycznego suplementu powoduje uszkodzenia DNA nawet przy tak małej dawce, jak 500 mg. – str. 241
  • Sok z pomarańczy zwiększający ryzyko zachorowania na raka skóry. – str. 298
  • Sól jest drugim największym czynnikiem ryzyka dla zachorowania na choroby serca. – str. 401

Jest tego o wiele, wiele więcej, ale nie będę wam przecież streszczał całej książki, gdyż naprawdę warto jest ją przeczytać. Z pierwszej części można się także dowiedzieć o różnych machlojkach stosowanych przez korporacje, przemysł spożywczy i farmaceutyczny. I tak jak w przypadku opieki medycznej zabijającej ogromne ilości ludzi, tak i tutaj nie jest to żadnym odkryciem Ameryki. Jednak móc przeczytać o konkretnych przypadkach i mieć podane czarno na białym, co, kto, gdzie i jak plus źródła do tych stwierdzeń? Bezcenne!

Nie brakuje też ekstremalnie prostych rozwiązań dietetycznych, które przynoszą równie dobre, jeśli nie lepsze rezultaty niż sprzedawane leki, które nie dość, że kosztują znacznie więcej pieniędzy, to jeszcze powodują różnego rodzaju skutki uboczne. Przykłady:

  • jabłka wa walce z rakiem piersi – str. 190
  • szafran zamiast Prozacu (lek na depresję) – str. 205
  • kiwi w walce z cholesterolem i rakiem jelit – str. 297
  • brokuły w walce z autyzmem – str. 301
  • pomidory zamiast aspiryny – str. 317
  • kurkuma na artretyzm – str. 317
  • pieprz cayenne na silne bóle głowy – str. 353
  • imbir na migreny i bóle głowy – str. 354

Do tego doktor Greger rozprawia się z licznymi mitami i błędnymi przekonaniami:

  • kawa szkodliwa dla zdrowia – str. 152
  • soja i szkodliwe fitoestrogeny – str. 192
  • pestycydy w roślinach i pestycydy w mięsie – str. 233, 236
  • strączki i pierdzenie – str. 282
  • składniki odżywcze rozpuszczalne w tłuszczach i ilość koniecznego tłuszczu – str. 311
  • siemię lniane i temperatura, w które ulega zniszczeniu – str. 333
  • sól himalajska i jej prozdrowotne właściwości – str. 401

Szczegółowe informacje wiadomo gdzie – w książce 😉

Jeśli chodzi o drugą część to znajdziemy w niej konkretne zalecenia co i ile jeść. Nie jest to jednak jakiś sztywny plan, a po prostu lista pokarmów przedstawiona w formie Codziennego Tuzina doktora Gregera, która powinna trafić do naszego żołądka każdego dnia. Do tego mamy też podział produktów na 3 kategorie wykorzystujące sygnalizację świetlną, którą dr Greger wykorzystuje także w swoich filmach na nutritionfats.org. Wszystko jest opisane w bardzo prosty sposób, jednak wciąż nie brakuje przypisów do badań, wyjaśnień itd., w związku czym choć czyta się to lżej niż pierwszą cześć, są fragmenty, przez które bez należytego skupienia trudno jest się przedrzeć i jednocześnie przyswoić wszystkie informacje. Z drugiej jednak strony zawsze można sobie porobić notatki, do czego gorąco zachęcam. Jest to wręcz konieczne, aby w 100% wykorzystać wszystkie istotne dla nas informacje, jakie są zawarte w tej książce, gdyż jest ich jest na tyle dużo, że trudno jest to wszystko zapamiętać.

Ktoś może zapytać czy warto czytać pierwszą część jeśli stosujemy dietę roślinną opartą o pełne (pełnowartościowe, nieprzetworzone) produkty? Według mnie tak. Jest to mnóstwo informacji, które można podsunąć bliskim, ale także takich, które mogą przydać się nam samym. Między wierszami można znaleźć dużo wskazówek na przykład na temat pokarmów roślinnych wspierających wysiłek fizyczny. Standardowo poruszony został temat buraków (str. 138), mowa jest jednak także o korzyściach ze stosowania chlorelli (str. 88), płatków drożdżowych (nie zaznaczyłem strony) czy kozieradki (str. 351, czyli już w drugiej części).

Fajną sprawą są także informacje, porozrzucana po pierwszym i drugim rozdziale, na temat szkodliwego wpływu na organizm niektórych leków oraz przede wszystkim suplementów. Niejednokrotnie okazuje się, że dana substancja w formie przyprawy lub całej rośliny (np. kurkuma zawierająca kurkuminę) daje przeogromne korzyści zdrowotne, ale wyizolowany składnik aktywny albo nie działa wcale, ale wręcz nam szkodzi. Obrywa się także niektórym suplementom oraz firmom z branży marketingu sieciowego z bardzo znanym Noni (owoc i produkt) oraz Herbalife (nazwa firmy) na czele.

Takich smaczków i ciekawostek jest w tej książce znacznie więcej. Według mnie jest to świetna pozycja, która fajnie, jakby trafiła w ręce każdego bez względu na sposób odżywiania. Tak się pewnie nie stanie, jednak wszystkim tym, którzy faktycznie po nią sięgną, życzę takiej samej satysfakcji z jej czytania, jaką miałem ja. Nie znaczy to oczywiście, że nie dopatrzyłem się tam paru “mankamentów”. Chociaż odnoszą się one głównie do samego tłumaczenia, to jest też inna kwestia, na którą warto zwrócić uwagę.

Przytaczane przez doktora Gregera badania są przeprowadzane albo na osobach, które cierpią na jedną lub więcej chorób, albo na osobach, które choć są uznawane jako zdrowe, niekoniecznie do zdrowych należą. W związku z tym to, co np. wydłuża życie dla osoby, która czasem je jakieś fast foody, okazyjnie wypije alkohol i nie zażywa zbyt wiele ruchu, niekoniecznie zadziała w identyczny sposób na osobę, która jest na w pełni roślinnej lub nawet surowej diecie, nie je przetworzonego jedzenia, nie bierze używek i dba o pozostałe aspekty zdrowego stylu życia. I chodzi mi tu przede wszystkim o takie rzeczy, jak np. picie 4 filiżanek kawy dziennie czy kwestia eliminacji dodawanej soli. Dla przeciętnej osoby będzie wychodziło na korzyść, to dla weganina nie jedzącego przetworzonej żywności może nie robić za dużej różnicy, lub nawet szkodzić. Natomiast zalecenia jak dodawanie kurkumy czy innych przypraw lub ziół takich jak bazylia i oregano, jedzenie zieleniny, owoców itd. oczywiste jest, że raczej nikomu nie zaszkodzą – wyjątkiem będą osoby mające jakieś ewentualnie alergie czy nietolerancje pokarmowe.

Jeśli chodzi o wspomniane tłumaczenie to zauważyłem, że często przekłady bardziej specjalistycznych książek potrafią mieć trochę “kwiatków” w postaci jakichś dziwnie przetłumaczonych sformułowań, słów itp. Oczywiście nie twierdzę, że moje tłumaczenia są idealne, jednak filmik na Youtube czy eBook z przepisami to wydaje mi się trochę inna liga, niż papierowa książka wydawana przez duże wydawnictwo. Nie mogłem znaleźć żadnych informacji na temat osoby tłumaczącej, jednak zakładam, że nie ma ona za bardzo styczności z tematyką poruszaną w książce. Dla mnie to się dość mocno rzuca w oczy, gdyż już pod ponad 7 lat “w tym siedzę” i nawet bez oryginalnego tekstu wiem, że autor raczej nie to miał na myśli lub po prostu coś zostało źle przetłumaczone. Żeby nie być gołosłownym:

  • Piramida marketingowa, piramidowa struktura marketingowa. – Tu chodzi po prostu o marketing sieciowy. – str. 148-149
  • Ładowanie węgla – Raczej ładowanie węgli albo węglowodanów. Węgiel to ładują w kopalni 🙂 – str. 102
  • Collard przetłumaczone jako jarmuż. – Kale to jarmuż, natomiast collard to kapusta warzywna, trochę co innego – str. 281
  • Karbofobia – W Polsce słowo karb nie istnieje w powszechnym użytku jako słowo oznaczające węglowodany. Ktoś mógłby powiedzieć, że używa się angielskie low carb mówiąc o diecie nisko węglowodanowej, jednak jest to pisane przez “c”. Ja bym to widział jako węglofobia, a najlepiej węglowodanofobia. Chyba, że chodzi o wprowadzenie nowego określenia na zasadzie zapożyczenia z angielskiego, jednak warto byłoby wtedy dać do tego jakąś adnotację. – str. 99
  • Pataty. – Pierwszy raz spotykam się z takim określeniem słodkich ziemniaków. W Google faktycznie się pojawia, jednak wydaje mi się, że powszechniejszym jest bataty. – str. 286
  • Lody z mrożonych owoców z sokowirówki. – I tutaj od razu widać, że tłumacz albo nie zwrócił uwagi, albo nie miał pojęcia, że w sokowirówce z mrożonych owoców lodów się nie zrobi. Doktorowi Gregerowi chodziło o wyciskarkę do soków i jest do znaczna różnica. – str. 289.
  • Jest też kwestia hummusu, który według polskiej wersji jest robiony z soczewicy. I choć faktycznie z soczewicy można zrobić hummus, tradycyjnie robi się go z ciecierzycy – przynajmniej na tyle, na ile mi wiadomo. Tutaj jednak trzeba by było sięgnąć do oryginały i sprawdzić, co napisał sam doktor Greger.

Generalnie nie ma takiego jakoś strasznie dużo, ale jak widać na przykładzie lodów i sokowirówki, błąd ten dość mocno wprowadza ludzi w błąd. No ale to wszystko można poprawić przy kolejnych wydaniach. A jeśli jakimś cudem ktoś z wydawnictwa czyta tę recenzję, chętnie pomogę w tym, aby takich błędy w przyszłości się nie pojawiały 😉

Na sam koniec pamiętajcie, że stan nauki się zmienia. Jak sam doktor Greger pisze w swojej książce, rocznie pojawia się 25 000 (słownie: dwadzieścia pięć tysięcy) badań dotyczących kwestii odżywiania i zdrowia. Stąd też żadne z zawartych w książce stwierdzeń i zaleceń nie jest ostateczną wyrocznią. W związku z tym pamiętajcie, aby zawsze patrzeć na to wszystko przez pryzmat swojego ciała i jak ono reaguje, a także aby stale poszerzać swoją wiedzę, której dobrym źródeł jest darmowy serwis doktora Gregera nutritionfacts.org, na którym codziennie pojawiają się nowe artykuły i filmy, z których coraz więcej jest dostępnych z polskimi napisami.

Tyle ode mnie. Jeśli mieliście już okazję przeczytać książkę Jak nie umrzeć przedwcześnie to koniecznie dajcie znać w komentarzach, jakie są wasze wrażenia, a jeśli nie to… na co jeszcze czekacie?! 🙂

  • Świetna książka. Przeczytałam w dwa wieczory, teraz zabieram się jeszcze raz do lektury. Moja najkrótsza recenzja: po latach wegetarianizmu i podchodzenia do weganizmu, dumania, czy dam radę bez serów i ciepłego chleba z masłem, jak skończyłam książkę, skończyłam też związek z mleczarnią. Bez żalu:))
    Pozdrawiam ciepło i dzięki za szczegółowe uwagi, co do tłumaczenia;-)

  • David Pankau

    Fachowa recenzja .Gratulacje ! Od razu widac ze osoba ktora to napisala ma niesamowita wiedze o weganizmie . Od jakiegos czasu mam ta ksiazke ale jakos trudno bylo mi sie do niej zabrac ale po tej recenzji z checia do niej wroce i inaczej na to spojrze . Pozdrawiam L.M

  • happy

    błąd: “i jest do znaczna różnica.” zamiast “do” powinno być “to”. Ten komentarz usunąć po przeczytaniu.

  • Jakub

    “ok z pomarańczy zwiększający ryzyko zachorowania na raka skóry. ”

    o kurde! serio? jestem w szoku. :O

  • Asia

    Ta książka uświadomiła mi jak mało wiem jeszcze o żywności pomimo regularnego przyswajania wiedzy na ten temat od ponad dwóch lat z różnych: filmów, blogów, organizacji, książek i konsultacji z dietetykiem. Jest to doskonałe podsumowanie oraz poszerzenie zdobytej już wiedzy. Dzięki książce w łatwy sposób można stworzyć sobie “idealny” plan żywienia. Osobiście polecam czytać książkę etapami i robić notatki aby nie przytłoczył nas ogrom informacji. Pomimo wszystko książkę czyta się przyjemnie, są w niej przemycone subtelne żarciki. Najbardziej zaskoczył mnie fakt szkodliwości “chudego” kurczaka. Nie ma chyba rozdziału w którym na kurczaka nie poleciałyby jakieś słuszne oskarżenia. Najbardziej obsmarowany produkt kulinarny. A ludzie nadal myślą ( pomijając już kwestie moralne), że jedzą zdrowo…bo jedzą warzywa, owoce i tą chudą pierś z kurczaka…Ta lektura powinna być obowiązkowa dla każdego człowieka.